Nie miałem ochoty żyć. To wszystko mnie przerastało. Musiałem się przewietrzyć i choć na chwilę zapomnieć. Na dworze padał deszcz, nie za ciekawie jak na maj, powoli zapadał zmierzch. Szedłem przed siebie. Po chwili znalazłem się na plaży. Słońce zniknęło za horyzontem, a fale rozbijały się o brzeg morza. Nie miałem ochoty wracać, tutaj nikogo nie było. Chociaż...usłyszałem...łkanie? Podążyłem za tym "dźwiękiem". Dostrzegłem kruchą, skuloną dziewczynę. Twarz miała schowaną w dłoniach, a jej brązowe włosy opadały na kolana. Nagle wyciągnęła coś z kieszeni i jeszcze bardziej zaczęła płakać, wręcz dławiła się łzami. Zauważyłem, że w ręku miała żyletkę, podszedłem do niej. Ukucnąłem i zapytałem:
-Czy na pewno warto?
-Warto- odpowiedziała tak cicho, że prawie nie usłyszałem.
Pokiwałem przecząco głową i usiadłem obok chwytając jej maleńką dłoń. Rozpłakała się, a ja tak po prostu ją przytuliłem. Spojrzała na mnie rozchyliła usta jakby chciała coś powiedzieć, ale zrezygnowała z tego.
-Często to robisz?-przerwałem ciszę między nami.
-Tak...Od niedawna-chwyciłem jej dłoń, przejechałem kciukiem po jej bliznach, po czym spojrzałem głęboko w jej oczy.
-Nie wyglądają na świeże.
Szybko naciągnęła rękawy bluzy za nadgarstki. Jej oczy przepełnione były bólem i strachem.
-Nie zrobię ci krzywdy-szepnąłem.
-Wystarczy, że robią to inni-uciekła wzorkiem.
Znów zaczęła płakać, wtuliła się w moją klatkę piersiową.
-Shh... Wszystko będzie w porządku...-szeptałem gładząc jej plecy.
Po chwili otarła łzy spływające po rozpalonych policzkach. Wstała, otrzepała piasek ze spodni, a ja zrobiłem to samo.
-Późno już się zrobiło. Muszę wracać do domu-powiedziała zachrypniętym głosem.
-Zaczekaj-powiedziałem i wyciągnąłem rękę w jej stronę-Daj mi to paskudztwo i obiecaj, że już więcej tego nie zrobisz.
Podała mi żyletkę i przez chwilę przytrzymała swą maleńką dłoń na mojej. Następnie z kieszeni wyciągnęła jeszcze dwie i powiedziała:
-Na wszelki wypadek...i obiecuję, że już nigdy tego nie zrobię-spojrzała mi w oczy lekko się uśmiechając-Dziękuję za wszystko. Do zobaczenia, mam nadzieję...
Już odchodziła, gdy nagle zawołałem:
-Hej! Jak masz na imię?!
-Victoria!-krzyknęła i zniknęła za wydmami...
_________________________________________________________________
Witamy!
Jesteśmy Karolina i Martyna. Mamy po szesnaście lat i postanowiłyśmy założyć bloga.
~Forever Beliebers