Czytaj przy: Nothing like us
Siedziałem w kuchni popijając kawę. Wpatrywałem się w jeden punkt i zastanawiałem się czy robota u Kenny'ego ma sens. Z mamą coraz gorzej. Dziś w nocy znów zabrało ją pogotowie. Ostatnia operacja nie przyniosła pożądanych efektów. Tak bardzo się boję. Mam tylko ją. Jest dla mnie wszystkim. Potrzebuję jej. Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Podszedłem do wyjścia, a moim oczom ukazał się listonosz.
-Dzień dobry- powiedział promiennie.
-Witam-odrzekłem-Czyżby rachunki?
-Niestety-odparł i podał mi listy-Powodzenia.
-Dziękuję-rzekłem i zamknąłem drzwi.
Oparłem się o nie plecami. Spojrzałem na te cholerne rachunki i rzuciłem nimi w kąt. Chwyciłem się za włosy i pociągnąłem za ich końce, osuwając się o drzwi. Schowałem twarz w dłoniach. Nie wytrzymałem. Pękłem niczym bańka unosząca się w powietrzu. Potrzebowałem wsparcia. Kogoś, komu będę mógł się wygadać. I w tym momencie pomyślałem o Victorii. Tajemniczej, pięknej dziewczynie, którą spotkałem tydzień temu. Gdzie mieszka? Co robi? Dlaczego była tak bardzo załamana?
Zadzwonił telefon. Z mamą było coraz gorzej. Po 20 minutach wszedłem przybity do białej sali, gdzie leżała. Zamarłem. Nigdy nie widziałem jej w takim stanie. To było okropne.
-Justin, synu...-ucieszyła się, gdy mnie zobaczyła.
-Mamo...-chwyciłem jej bezwładną dłoń.
-Kochanie, chciałabym, żebyś znalazł sobie dziewczynę, która sprawi, że będziesz szczęśliwy. Nie chcę, abyś został sam, a czuję, że to już koniec...-przerwała, a mi na moment stanęło serce.-Wiem, że nie byłam dobrą matką, popełniałam błędy, ale kocham cię synku najbardziej na świecie i zawsze będziesz dla mnie najważniejszy. Pamiętaj. Bądź szczęśliwy Justin. Będę czuwać na tobą, zawsze-zamknęła oczy i lekko się uśmiechnęła.
-Mamo przestań!-krzyknąłem-Nie mów tak. Wyjdziesz z tego! Rozumiesz?! Wyjdziesz!-byłem zrozpaczony-Nie zostawiaj mnie samego. Kocham cię i nie poradzę sobie bez ciebie. Mamusiu...-osunąłem się na podłogę, chowając twarz w dłonie.
Klęczałem nad jej łóżkiem, respirator zaczął piszczeć, nie wiedziałem co się dzieje. Nie mogła umrzeć, nie teraz, nie dziś, nie tak. Zawołałem lekarza. Wyprosili mnie z sali. Stałem roztrzęsiony i przez szybę obserwowałem chaos i walkę o życie mamy.
Chciałem być teraz przy niej. Trzymać jej dłoń i słuchać jak opowiada historie sprzed 20 lat, gdy byłem małym chłopcem. Chciałem, żeby znów na mnie nakrzyczała, bo mnie zrobiłem zakupów. Chciałem tego. Najbardziej na świecie.
-Przykro mi. Zrobiliśmy co w naszej mocy-usłyszałem głos lekarza.
Nie uwierzyłem mu. To nie mogła być prawda. Wbiegłem do sali i przyklęknąłem przy łóżku. Pocałowałem jej rękę. Rozpłakałem się. Wszystko we mnie pękło.
-Kocham cię mamo-krzyczałem-Kocham, słyszysz?! Kocham...-nie miałem już sił-To nie dzieje się na prawdę. Zaraz się obudzisz, tak? Mamo...-płakałem.
Straciłem najważniejszą osobę w moim życiu. Osobę, bez której sobie nie poradzę. Osobę, która nauczyła mnie wszystkiego.
Zabrali mamę do kostnicy, a ja nadal przy niej siedziałem z nadzieją, że za chwilę otworzy oczy i wszystko będzie jak dawniej...
______________________________________________________________
Witamy!
Za nami już 2 rozdział! Poleciały nam łezki, musimy przyznać.
Miłego dnia życzymy i do następnego! :)
~Forever Beliebers
niedziela, 6 kwietnia 2014
środa, 2 kwietnia 2014
Rozdział 1
Czytaj przy ----»» Stranger- nieznajomy
[R E T R O S P E K C J A]
Kolejny dzień spędzałem przy rozmyślaniu nad propozycją Kenny'ego. Po kilku godzinach zdecydowałem.
-Zgadzam się-powiedziałem do telefonu.
-Spotkajmy się o 20:00 przy starych magazynach obok Kendall Street. Masz być SAM-podkreślił.
Wsiadłem do mojego starego samochodu i ruszyłem przed siebie. Bałem się, ale potrzebowałem tych pieniędzy. Dodałem trochę gazu, bo i tak byłem już spóźniony. Zjechałem z głównej drogi w las. Było ciemno, ale światła reflektorów oświetlały lekko tą wąską i krętą drogę. Magazyny Kenny'ego porozstawiane były we wszystkich lasach stanu Floryda. Gliny rzadko tu bywały, więc gromadził tutaj ogromne ilości towarów.
Zatrzymałem się, wyłączyłem silnik. Światła mojego samochodu oświetlały rozzłoszczoną twarz Kenny'ego, który miał założone ręce na klatce piersiowej i spoglądał na mnie spod byka. Wyłączyłem światła, przełknąłem głośno ślinę i udałem się w stronę mojego "szefa".
-W tych interesach nie wolno się spóźniać, zapamiętaj-przywitał mnie podając torebeczkę z białą zawartością-Amfetamina-oznajmił krótko-Masz sprzedać jak najwięcej. Spróbuj pisnąć tylko słówko od kogo to masz, a skończysz jak Josh-powiedział i zniknął za rogiem.
Znałem Josha. Wpadł w złe towarzystwo Kenny'ego, sprzedawał narkotyki, a następnie zaczął współpracować z policją. Kilka dni poźniej zginął w niewyjaśnionych okolicznościach.
Nie chciałem być dilerem, ale strasznie potrzebowałem tych pieniędzy. Mama chorowała i nie mogła pracować, a ojciec nas zostawił.
Pojechałem na przedmieścia Greenwood. Znajdował się tam nieczynny dworzec. Było tu dużo chętnych, trzęśli się kiedy widzieli choć jeden gram działki. Bardzo współczułem tym ludziom. Podszedł do mnie młody chłopak. Miał zaczerwienione oczy i sine ręce. Było widać, że często sobie wstrzykiwał. Zrobiło mi się go tak cholernie żal...
-Dddaj mii ttrochę-wydukał wyciągając trzęsącą się dłoń w moją stronę.
-150$-odpowiedziałem zachrypniętym głosem.
Spuścił głowę w dół i chwiejnym, ale dość szybkim krokiem zaczął się oddalać. Rozejrzałem się wokół. Wszyscy patrzyli na mnie. Byłem dla nich królem, wybawcą, bogiem, bo w końcu sprzedawałem coś, czego oni pragnęli i potrzebowali. Chciałem im pomóc, wykrzyczeć, że są na świecie ludzie, którym zależy na ich szczęściu, że z każdej trudnej sytuacji jest jakieś inne, normalne wyjście.
Serce pękło mi na kilkadziesiąt drobnych kawałków, gdy zobaczyłem 14-sto letnią zagubioną dziewczynę. Co ona tu robi? Co strasznego wydarzyło się w jej życiu, że sięgnęła po narkotyki? Na prawdę chciałem im pomóc a tymczasem co zrobiłem? Sprzedałem im kolejne działki.
Po dwóch godzinach patrzenia na ten syf, udałem się w stronę domu. Założyłem słuchawki, włączając smutną i przygnębiającą piosenkę, by jeszcze bardziej się zdołować. Po drodze wstąpiłem do starbucks'a. Wziąłem ostatni łyk shake'a i wyrzuciłem kubek do śmietnika. Z zadumy wyrwał mnie przenikliwy, okropnie głośny pisk dziewczyny. Tak, to na pewno była dziewczyna. Skręciłem w ciemną, ślepą uliczkę i ujrzałem dorosłego mężczyznę, który gwałcił drobną i bezbronną dziewczynkę. Bez zastanowienia podbiegłem do niego uderzając go w twarz. Był moją okazją do wyrzucenia z siebie całej złości. Kilka ciosów w nos i brzuch. Rozejrzałem się, a wokół było pełno krwi.
-Należało ci się-spojrzałem na niego i wziąłem telefon do ręki, ale mężczyzna wyszarpał mi go i uciekł.
Było ciemno. Widziałem tylko jej kruchą sylwetkę. Miała białą koszulę, więc łatwo było dostrzec na niej świeże plamy krwi.
-Dziękuję-szepnęła tylko, po czym uciekła.
Chciałem biec, chciałem jej pomóc. Nie mogła przecież zostać z tym sama, ale stchórzyłem. Nogi miałem jakby przybite do ziemi. Nie potrafiłem się ruszyć. Zostawiłem ją samą sobie. Samiusieńką i bezbronną. Wróciłem roztrzęsiony do domu, nikomu nic nie mówiąc.
*3 lata później, teraźniejszość*
Każdej nocy, gdy nie potrafię zasnąć przypomina mi się ten dzień. Najgorszy dzień mojego życia. Dzień, w którym zaczęły się wszystkie moje problemy...
_____________________________________
Witamy! Za nami pierwszy rozdział. Mamy nadzieję, że się spodobał. Teraz rozdziały będą dodawane szybciej.
Dziś swoje urodziny obchodzi Pattie-mama Justina, więc chciałybyśmy życzyć jej wszystkiego najlepszego, aby znalazła swoją bratnią duszę i była dumna ze swojego syna jak dotychczas.
Do następnego!
~Forever Beliebers
[R E T R O S P E K C J A]
Kolejny dzień spędzałem przy rozmyślaniu nad propozycją Kenny'ego. Po kilku godzinach zdecydowałem.
-Zgadzam się-powiedziałem do telefonu.
-Spotkajmy się o 20:00 przy starych magazynach obok Kendall Street. Masz być SAM-podkreślił.
Wsiadłem do mojego starego samochodu i ruszyłem przed siebie. Bałem się, ale potrzebowałem tych pieniędzy. Dodałem trochę gazu, bo i tak byłem już spóźniony. Zjechałem z głównej drogi w las. Było ciemno, ale światła reflektorów oświetlały lekko tą wąską i krętą drogę. Magazyny Kenny'ego porozstawiane były we wszystkich lasach stanu Floryda. Gliny rzadko tu bywały, więc gromadził tutaj ogromne ilości towarów.
Zatrzymałem się, wyłączyłem silnik. Światła mojego samochodu oświetlały rozzłoszczoną twarz Kenny'ego, który miał założone ręce na klatce piersiowej i spoglądał na mnie spod byka. Wyłączyłem światła, przełknąłem głośno ślinę i udałem się w stronę mojego "szefa".
-W tych interesach nie wolno się spóźniać, zapamiętaj-przywitał mnie podając torebeczkę z białą zawartością-Amfetamina-oznajmił krótko-Masz sprzedać jak najwięcej. Spróbuj pisnąć tylko słówko od kogo to masz, a skończysz jak Josh-powiedział i zniknął za rogiem.
Znałem Josha. Wpadł w złe towarzystwo Kenny'ego, sprzedawał narkotyki, a następnie zaczął współpracować z policją. Kilka dni poźniej zginął w niewyjaśnionych okolicznościach.
Nie chciałem być dilerem, ale strasznie potrzebowałem tych pieniędzy. Mama chorowała i nie mogła pracować, a ojciec nas zostawił.
Pojechałem na przedmieścia Greenwood. Znajdował się tam nieczynny dworzec. Było tu dużo chętnych, trzęśli się kiedy widzieli choć jeden gram działki. Bardzo współczułem tym ludziom. Podszedł do mnie młody chłopak. Miał zaczerwienione oczy i sine ręce. Było widać, że często sobie wstrzykiwał. Zrobiło mi się go tak cholernie żal...
-Dddaj mii ttrochę-wydukał wyciągając trzęsącą się dłoń w moją stronę.
-150$-odpowiedziałem zachrypniętym głosem.
Spuścił głowę w dół i chwiejnym, ale dość szybkim krokiem zaczął się oddalać. Rozejrzałem się wokół. Wszyscy patrzyli na mnie. Byłem dla nich królem, wybawcą, bogiem, bo w końcu sprzedawałem coś, czego oni pragnęli i potrzebowali. Chciałem im pomóc, wykrzyczeć, że są na świecie ludzie, którym zależy na ich szczęściu, że z każdej trudnej sytuacji jest jakieś inne, normalne wyjście.
Serce pękło mi na kilkadziesiąt drobnych kawałków, gdy zobaczyłem 14-sto letnią zagubioną dziewczynę. Co ona tu robi? Co strasznego wydarzyło się w jej życiu, że sięgnęła po narkotyki? Na prawdę chciałem im pomóc a tymczasem co zrobiłem? Sprzedałem im kolejne działki.
Po dwóch godzinach patrzenia na ten syf, udałem się w stronę domu. Założyłem słuchawki, włączając smutną i przygnębiającą piosenkę, by jeszcze bardziej się zdołować. Po drodze wstąpiłem do starbucks'a. Wziąłem ostatni łyk shake'a i wyrzuciłem kubek do śmietnika. Z zadumy wyrwał mnie przenikliwy, okropnie głośny pisk dziewczyny. Tak, to na pewno była dziewczyna. Skręciłem w ciemną, ślepą uliczkę i ujrzałem dorosłego mężczyznę, który gwałcił drobną i bezbronną dziewczynkę. Bez zastanowienia podbiegłem do niego uderzając go w twarz. Był moją okazją do wyrzucenia z siebie całej złości. Kilka ciosów w nos i brzuch. Rozejrzałem się, a wokół było pełno krwi.
-Należało ci się-spojrzałem na niego i wziąłem telefon do ręki, ale mężczyzna wyszarpał mi go i uciekł.
Było ciemno. Widziałem tylko jej kruchą sylwetkę. Miała białą koszulę, więc łatwo było dostrzec na niej świeże plamy krwi.
-Dziękuję-szepnęła tylko, po czym uciekła.
Chciałem biec, chciałem jej pomóc. Nie mogła przecież zostać z tym sama, ale stchórzyłem. Nogi miałem jakby przybite do ziemi. Nie potrafiłem się ruszyć. Zostawiłem ją samą sobie. Samiusieńką i bezbronną. Wróciłem roztrzęsiony do domu, nikomu nic nie mówiąc.
*3 lata później, teraźniejszość*
Każdej nocy, gdy nie potrafię zasnąć przypomina mi się ten dzień. Najgorszy dzień mojego życia. Dzień, w którym zaczęły się wszystkie moje problemy...
_____________________________________
Witamy! Za nami pierwszy rozdział. Mamy nadzieję, że się spodobał. Teraz rozdziały będą dodawane szybciej.
Dziś swoje urodziny obchodzi Pattie-mama Justina, więc chciałybyśmy życzyć jej wszystkiego najlepszego, aby znalazła swoją bratnią duszę i była dumna ze swojego syna jak dotychczas.
Do następnego!
~Forever Beliebers
Subskrybuj:
Posty (Atom)