środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 3

 Wpatrywałem się w trumnę. Uświadomiłem sobie, że nie mam już nikogo, a moja mama znikała za warstwami ziemi. Powtarzałem sobie, że dam radę, ale im częściej to mówiłem, tym bardziej traciłem wiarę w swoje słowa. Wszyscy już się rozeszli. Ja zostałem, siedziałem nad jej grobem zalany łzami.

-Kocham cię mamusiu-powiedziałem cicho, wpatrując się w krzyż.

 Po godzinie postanowiłem udać się na plażę. W głębi duszy miałem nadzieję, że spotkam Victorię. Miami Beach pięknie wyglądało rozświetlone promieniami słońca. Usiadłem na rozgrzanym piasku. Chciałem się do kogoś przytulić i powiedzieć w jakim okropnym stanie psychicznym się znajduję. Chciałem, aby ktoś powiedział, że dam radę.

-Shh... Wszystko będzie w porządku-usłyszałem cichy, delikatny głos.

 Podniosłem głowę do góry i ujrzałem Victorię. Serce zabiło mi mocniej. Przez te wszystkie dni, w myślach układałem sobie, co jej powiem, gdy znów ją zobaczę, a teraz nie potrafię nic z siebie wydusić. Spojrzała mi prosto w oczy i chwyciła moją dłoń. Zadrżałem.

-Po deszczu zawsze wychodzi słońce. Pamiętaj, że masz wokół siebie ludzi, którym na tobie zależy-przerwała i jeszcze mocniej ścisnęła mą dłoń.
-Właśnie o to chodzi, że nie mam już nikogo-otarłem spływające łzy i schowałem twarz w dłoniach.
-Masz mnie, Justin-spojrzała w moją stronę z troską w oczach.

 Główkowałem, kiedy się jej przedstawiłem. Zauważyła, że za bardzo nie wiem o co chodzi i gorączkowo zaczęła mi wszystko tłumaczyć.

-Śniłeś mi się wczoraj, wiesz? To był strasznie dziwny sen, inny niż te, które miewam.

 Wiatr rozwiał jej włosy. Dopiero teraz dostrzegłem, że ma bardzo wyraziste kości policzkowe, a gdy się uśmiecha, jej oczy nadal są smutne.

-Przedstawiłeś mi się.
-I tylko tyle?-zapytałem zdziwiony.
-Chwilę rozmawialiśmy , a potem się obudziłam. To wszystko-pomrugała parę razy powiekami tak, jakby wróciła już myślami do rzeczywistości-Przepraszam, wymsknęło mi się z tym imieniem-zawstydziła się, a jej policzki nabrały różowego koloru.
-Victoria...-przerwałem i chwyciłem ją za ręce-Tylko chodzi o to, że ja właśnie mam na imię Justin-chciałem spojrzeć w piasek, ale mój wzrok natknął się na jej nadgarstki-Obiecałaś...-szepnąłem widząc świeże, cięte rany.

 Szybko wyrwała ręce z mojego uścisku. Wstała i odwróciła się plecami do mnie. Objęła się rękami pod wpływem narastającego wiatru. Nie mogłem tego tak zostawić. Czułem, że jesteśmy bardzo podobni. Zagubieni w tym wielkim i okropnym świecie, który tylko czeka na nasze potknięcie.
Wstałem. Podszedłem bliżej Victorii, wyciągnąłem rękę w stronę jej ramienia, jednak  mnie wyprzedziła. Bałem się, że ucieknie albo uderzy mnie w twarz, ale ona nadzwyczajnie wtuliła się we mnie. Uświadomiłem sobie, że od teraz muszę ją wspierać. Muszę sprawić, żeby uwierzyła we własne słowa: "Po deszczu zawsze wychodzi słońce".
Jej brązowe włosy pachniały identycznie jak mamy, przypomniały mi się stare czasy, kiedy chodziliśmy się bawić.

-Justinku, kochanie, co chcesz robić?
-Chcę układać babki z piasku mamo.


Uśmiechnąłem się, kiedy zobaczyłem tę scenę przed oczami.

-Justin, tak strasznie cię przepraszam. Wiem. Obiecywałam, ale ten świat to środowisko, w którym każdy czegoś ode mnie oczekuje, nie licząc się z moim zdaniem. Przerasta mnie to. Mam ochotę zasnąć i już nigdy się nie obudzić.
-Nie mów tak-powiedziałem z gulą w gardle-Życie to największy i najlepszy dar jaki dostaliśmy od Boga. Musimy chwytać dzień. Często zdarza się tak, że nadchodzą dni, których w ogóle nie warto kolorować. Nie dopuść do tego, aby było ich jak najwięcej. Nie pozwolę ci już uciec. Rozumiesz?
-Nie zasługuję na nic. Jestem nikim i każdego dnia mój ojciec mi o tym przypomina. Nie mam już siły, Justin-wyszeptała.
-Musimy być silni. Poradzimy sobie-poczułem, że od dziś to ja jestem za nią odpowiedzialny.

 Wspólnie podjęliśmy decyzję, że przejdziemy się na spacer wzdłuż plaży. Ruszyliśmy powolnym krokiem. Buty trzymaliśmy w rękach, a rozgrzany piasek koił nasze stopy, zatapiające się w jego maleńkich ziarenkach. Długo rozmawialiśmy, chciałem dokładnie ją poznać, chciałem, żeby zawsze była taka uśmiechnięta jak wtedy.
Zgarnęła włosy, które przez silny wiatr opadały na jej twarz. Nastała między nami cisza. Nie była niezręczna. Czułem, jakbyśmy się znali od dawna i potrafili rozmawiać bez zbędnych słów. Przystanąłem. Przypomniałem sobie, że wrócę do pustego domu. Nikt nie będzie na mnie czekał z kolacją. Będę sam. Odwróciłem się tyłem do Victorii, aby nie widziała jak znów cierpię i nie radzę sobie z tym wszystkim. Nie musiała nic mówić. Złapała mnie za rękę i ścisnęła z całej siły, jaką miała w swym drobnym ciele.

-Nie możemy ciągle rozmawiać o problemach-ogarnąłem się szybko i spojrzałem na nią.

Wzięła głęboki oddech i zamknęła oczy.

- Co widzisz?-zapytałem.
-Wolność, którą kiedyś będziemy się cieszyć, Justin...
_________________________________________________

Przepraszamy, że dodajemy rozdział dopiero po 2 miesiącach. Ale rozumiecie, szkoła, egzaminy, zakończenie roku. Teraz, gdy już wszystko mamy uporządkowane, rozdziały będę dodawane szybciej.
Miłego czytania i do następnego:)
~ Forever Beliebers.

8 komentarzy:

  1. dziewczyny dobrze wam idzie, czekam na następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam pytanie ;d czy na tym zdj. jest Davina z pierwotnych ? W ;* pozatym rozdział fajny, tak samo jak cały blog i te poprzednie ;D polecam ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ta dziewczyna, co grała w "Randka z gwiazdą":p
      Dziękujemy:)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń